..
Mołoda, Grofa. C.d.n-ł.

10 | 7214
 
 
2009-10-07
Odsłon: 796
 

GSB, ciąg dalszy

  Jeżeli dobrze pamiętam to ostatni wpis zakończyłem na Krynicy, w której to znajduje się połowa szlaku. Dla nas było to ważne, dosyć znaczące miejsce. po pierwsze zostałem sam z Karolem na placu beskidzkiego boju (dwie pozostałe osoby opóściły nas wcześniej), a po drugie mieliśmy teraz bliżej niż dalej do celu, do naszego Wołosatego.
  Tak więc powędrowaliśmy dalej, dalej przez Beskid Niski i Bieszczady. Krajobraz się zminił. Góry jak by zmalały, złagodniały. Deniwelacje przez nas pokonywane zmniejszyły się. Zaczęło pojawiać się więcej zwierząt hodowlanych, teren zmienił się na bardziej rolniczy. Beskid Niski to obszar zajmowany pzez kulturę łęmpkowską, czuć powiewy wschodnie pod postacią cerkwi jakie tutaj występują. W pobliżu paru z nich mieliśmy okazję przejść. Wszędzie jest spokojnie, cicho. Mało schronisk, nie musieliśmy wysłuchiwać operowo-kuchennych słów pani z okienka: "schabowy raz proszę". Nie widzieliśmy tego stada rozwrzeszczanych pseudo, pseudo... i jeszcze raz pseudo turystów. No ale to nie czas na refleksje dotyczące ludzi i przede wszystkim naszych schronisk, ZWŁASZCZA TYCH TATRZAŃSKICH!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
Innym razem do tego wrócę.
  Beskid Niski to miejsce wielu mogił żołnierzy z I wojny swiatowej, co jakiś czas można spotkać bardzo interesujące cmentarze, często zaniedbane, czy pomniki-pamiątki tamtych wydarzeń. Można przysiąść i w skupieniu pooddychać tamtejszym powietrzem. Wszędzie cisza. Lasy na niewybitnych górach i łąki... super.
  Jeśli chodzi o noclegi to spaliśmy oczywiście w naszych przenośnych namiotohiltonach. W Krynicy rozbiliśmy się namiotem na plebani; w Regietowie na polu namiotowym, gdzie poznany przez nas Piotruś wymahiwał przed nami świetlnym (drewniany,m:-)) mieczem Lorda W( V?)adera. W Bartnem w bacówce PTTK!!!!!!!! nie przyjeli nas z namiotem, więc musieliśmy prosić miejscowych o pomoc. W pierwszym domostwie pozwolili nam rozbić się w ogródku. W Kątach nasz namiocik rozbiliśmy nad Wisłoką ( była ona wtedy naszą pralnią i łazienką... i chyba nie tylko dla nas:-)), tu mieliśmy prawdziwą ucztę jedzeniową. Spotkaliśmy się również z życzliwością tamtejszych mieszkańców. Od jednej gospodyni otrzymaliśmy nieodpłatnie butelkę ciepłego, krowiego mleka. Płatki kukurydziane smakowały z nim wybornie.
Z Kątów przedostaliśmy się przez rejony Dukli (pustelnia św. jana), Cergową górę (przez nas nazwana... Klocem, bardzo ciekawa góra), Iwonicz Zdrój i Rymanów Zdrój do Komańczy.
  W Komańczy pożegnaliśmy Beskid Niski i powitaliśmy Bieszczady. Trochę koncertowego szumu zespołu KSU i ruszyliśmy szukać noclegu. Ciemno wszędzie, głucho wszędzie, a pola namiotowego nie widać. Świecimy czołówą i schodzimy na dół. Dopiero u leśniczego dowiedzieliśmy się, że pola tu nie ma ale możemy rozbić się na pobliskiej polanie. Pierwszy bieszczadzki, dziki nocleg. W nocy jakieś zwierzatko łaziło koło namiotu, ale było przyjemnie.
Następnego dnia czekało nas dojście do Cisnej. Po drodze mijaliśmy interesujące osuwiskowe jeziorka Dusztyńskie, bardzo urokliwe. Z Chryszczatej i Wołosania zaczęliśmy schodzić do Cisnej, do bacówki pod Honem. Bardzo przytulne miejsce. Pan z bufetu bardzo serdecznie nas przyjął, a mi OFIAROWAŁ parę kromek chleba
(dzięki, dzięki, dzięki!!!), gdyż moje chlebowe zapasy skończyły się. Nastepną noc spędziliśmy na polu namiotowym "Wideta", równie przyjemne miejsce.
A później już przepiękne ( spójrzcie na zdjecia) połoniny... i czerwonobiała kropa w Wołosatym.
  A po dotknieciu kropy przepyszne pieczone ziemniaczki z zimnym piwem zaspokoiły nasze pragnienie. Co by tu napisać na zakończenie, ...hhm?
Wyprawa zakończyła trochę ponad dwa lata temu. Mimo to z wielkim zadowoleniem ją wspominam. Im więcej czsu upływa od zakończenia jej z tym większym sentymentem do niej wracam. Warto było się tułać przez te 525 kilometrów, z górki pod górkę, z górki pod górkę, od jednego miejsca pod namiot do drugiego.
I nie dla samych ziemniaczków z piwem, ale również dla obecności w GÓRACH... no i dla kropy. Zawsze warto być w górach. Konserwy, gorące kubki, makarony, sosy, namiocik, śpiworek... coś pięknego. Polecam i pozdrawiam:-)

 
 
KOMENTARZE
 
Nick *:
 k
Twoja opinia *:
 
ZAPISZ
 


Archiwum wpisów
 

Pn

Wt

Sr

Czw

Pt

So

Nd